sobota, 13 lutego 2016

Zycie - moja historia.

Hej wszystkim.
Jako, że zaczynam prowadzenie bloga, chciałabym trochę opowiedzieć o sobie. Będzie to dość ciekawy post więc zapraszam wszystkich w klikanie "czytaj więcej" pod zdjęciem ;)








Mam na imię Kasia i urodziłam się 23 kwietnia 1999 roku przed południem w Opolskim szpitalu z porażeniem nerwu splotu barkowego typu "ERBA". Po krótce polegało to na tym, że umiałam ruszać paluszkami, ale nie całą ręką. Były szanse na to, że odzyskam czucie, więc jeździli z małą Kasią na rehabilitacje. Jestem najmłodszym dzieckiem w rodzinie.














Po długiej rehabilitacji odzyskałam czucie w rączce i zaczęłam normalne życie. Był to okres w moim życiu, którego w ogóle nie pamiętam. Wiem tyle, że nie chodziłam do żadnego żłobka, tylko do 5 roku życia siedziałam w domu. Mama chodziła do pracy, a mną zajmowała się babcia, która spędzała ze mną czas w bardziej aktywny sposób niż oglądanie bajek w telewizji.















Czasy przedszkola już powoli zaczynałam pamiętać, jednak były to krótkie epizody, które po pewnym czasie łączyły się w całość. Pamiętam, że w przedszkolu zaprzyjaźniłam się z Pauliną, która chodziła ze mną później do szkoły. Pamiętam też, że bardzo dużo chorowałam w przedszkolu. Bywało tak, że chodziłam do przedszkola tydzień w miesiącu. Pamiętam też, że wzięłam udział w konkursie piosenki. Zdobyłam wyróżnienie, brat przyjechał po mnie do przedszkola i przeżyłam pierwszy wypadek. Nie był bardzo poważny, skończyło się na ranie podobnej do Harry'ego Potter'a, przynajmniej tak to wtedy pamiętałam







Klasy 1-3 wspominam bardzo dobrze, lubiłam je. Już wtedy wychowawczyni zobaczyła we mnie osobę powyżej przeciętnej klasy. Umiałam czytać już w przedszkolu i koledzy trochę mi zazdrościli, że ja umiem, a oni, jeszcze nie.











W 2009 zostałam ciocią ślicznych bliźniaczek, które do dzisiaj sprawiają, że się uśmiecham. Wystarczy ich uśmiech i już sama się uśmiecham.







W klasach 4-6, nie było zbyt przyjemnie, szczególnie dla mnie. Większość klasy zaczęło się ze mnie wyśmiewać i wykorzystywać. Nie raz moja mama rozmawiała z wychowawczynią, że koledzy i koleżanki mnie wyśmiewają, ale mówiła, że mam się na to uodpornić i ona w ogóle nie widzi w tym problemu. Ale są też plusy tego okresu. Dzięki temu zaczęłam nie zwracać uwagi na to co myślą inni, i mimo częstych szlochów w poduszkę to dałam radę.







Nadszedł czas gimnazjum. Długo wyczekiwany przeze mnie czas. Przeżyłam w nim dopiero dwa lata, a i tak sądzę, że to najlepszy jak dotąd czas. W gimnazjum poznałam prawdziwych przyjaciół. I na początku lekko się zagubiłam... Mówię o sprawach sercowych. Żałuję tego, ale człowiek uczy się na błędach.









Minął pierwszy rok w gimnazjum. W drugiej klasie dostałam się do samorządu szkolnego, zostałam redaktorem naczelnym szkolnej gazetki i obsługiwałam sklepik. Do tego zdobyłam pasek na świadectwie. Wiem, że nie mogę się angażować w związek z osobą, którą ledwo znam. Wiem czym jest prawdziwa przyjaźń. Według wielu gimnazjum to czas, w którym ludzie się psują, ja w gimnazjum w końcu mogłam być sobą.







W wakacje zaczęłam farbować włosy i teraz mam na sobie mój dawno wyczekiwany brąz. (Nie, na zdjęciu to nie mój aktualny kolor :D) Dostałam się do najlepszego liceum w Opolu i od września jestem uczennicą klasy Ie. Bardzo polubiłam moją nową klasę i myślę, że nie zmienię swojego zdania w ciągu czekających nas trzech lat.





To by było na tyle ;)
Dziękuję za przeczytanie tej obszernej notatki, życzę miłego wieczoru ;)
Do napisania :3







xoxo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz